Wróciliśmy do mnie do domu.Czekał mnie nieprzyjemny widok.Dom był cały we krwi.Zdziwiłam się o co chodzi i wtedy zobaczyłam na ziemi ojca.Ledwo co oddychał.Podbiegłam do niego i zaczęłam płąkać, mimo tego jaki był, był częścią mojej rodziny.Innej nie miałam:
-Tato!-krzyknęłam i przytuliłam go.
-Co się stało?
-Prze...przepraszam.-powiedział i straciłam z nim kontakt.Kamil poszedł do kuchni, po chwili do domu wbiegli policjanci.Kazali mi się odsunąć i zapięli moje ręce w kajdanki:
-O co chodzi?
-Jeszcze śmiesz się pytać.
Wtedy jeden z nich wybiegł z kuchni:
-Drugi też nie żyje.-powiedział.
-Co?!-wrzasnęłam.-Kamil!!!
*Następny dzień*
O 9 poszłam nad most, wypuścili mnie na jeden dzień z aresztu, abym mogła z wszystkim pożegnać, ale nie to miałam w planach.W kieszeni miałam schowany list dla tych ludzi,którzy są dla mnie najważniejsi...I skoczyłam z mostu.Po prostu miałam tego wszystkiego dość! Nie wiedziałam czy to się dzieje naprawdę czy to też moje głupie myśli,ale słyszałam głos Klaudii...Słyszałam jak krzyczy:
-Natalia! Natalia nie!
Potem zobaczyłam ją...Miałam wrażenie jakby leciała przede mną...A potem widziałam już tylko ciemność...
Baron
Razem z Tomsonem postanowiliśmy,że wybierzemy się nad pobliską rzeczkę.Rozłożyliśmy koc i zaczęliśmy gadać:
-Jak tam ci się układa z twoją dziewczyną?-spytałem.
-Okropnie.Ostatnio cały czas się kłócimy,nie umiemy dojść do porozumienia.-powiedział.
-Ty patrz co to jest? Jakiś samolot?-spytałem.W oddali słychać było jakieś głosy i tak jakby samolot...ale to nie był samolot...to była dziewczyna...
I wtedy usłyszeliśmy,że ktoś wpadłł do wody.Bez zastanowienia ściągnąłem bluzkę i wskoczyłem do wody.Wyciągnąłem tę dziewczynę na brzeg...Była piękna...Gdy wyszedłem z wody, Tomson na rękach trzymał jakąś dziewczynę.Wiła się i krzyczała.
-Co tu się dzieje?-spytałem i położyłem ją na ziemi.-Kto to jest?
Tomson puścił tą panienkę,którą trzymał na rękach.
-Puść ją i dzwoń po karetkę! Ślepy jesteś? Ona nie oddycha!-krzyknęła.
Po 15 minutach przyjechała karetka.Zabrali ją a my pojechaliśmy z nimi.
* W szpitalu*
-Kim wy w ogóle jesteście?-spytałem.
-Jestem Klaudia,a ona...ona ... to Natalia...-powiedziała płacząc.-A wy?...Wy chyba jesteście z tego zespołu Afromental nie? Ty jesteś Baron,a ten co mnie trzymał na rękach to Tomson...?
-Zgadłaś.-powiedział Tomson.
-Nie mogę oderwać od Natalii wzroku...Jest śliczna.-powiedziałem.Uśmiechnęła się.
-Tak, ja też tak uważam...Jestem jej przyjaciółką.
-Aha... I Dlatego skoczyłaś za nią?!-spytał nerwowo Tomson.
-A co?! Miałam stać i patrzeć?!-odpowiedziała pytaniem Klaudii.
-Jesteście chore! Musicie iść do psychologa!-krzyknął Tomson.
Nie zwracając uwagi na ich kłótnie podszedłem do lekarza:
-Czy ona będzie żyć? Co się z nią dzieję?-spytałem.
-Kim pan jest?
-Jestem...hmmm...Jej najlepszym przyjacielem...-skłamałem.
-No dobrze.Chora jest w śpiączce,nie wiadomo kiedy się budzi,ale z naszych wyników wychodzi,że za może 2 dni...Prawdopodobnie nazywa się Natalia...
-Tak wiem.Czy mogę ją zobaczyć?
-Nie wiem,czy jest tam co do oglądania.Ona jest w śpiączce.
-Ale...jednak mimo to chciałbym ją zobaczyć.
-No dobrze,niech pan wejdzie.-powiedział,po czym wpuścił mnie do środka.Gdy spała wyglądała jeszcze ładniej.Usiadłem na krześle i złapałem ją za rękę.
-Och...mimo,że cię nie znam.. To czuję,że jesteś mi bardzo bliska...-powiedziałem,mimo że wiedziałem,że i tak tego nie usłyszy...
Wstałem i wyszedłem...Nie mogłem na nią patrzeć....Szpitale,napawały mnie lękiem...
-Tomson.masz kluczyki ja idę się przejść...-powiedziałem po czym rzuciłem mu kluczyki.Poszedłem na miasto, i wybrałem się do mojego ulubionego pabu, ale nawet piwo wydawało mi się teraz niesmaczne...Cały czas myślałem o Natalii i o jej pięknych oczach...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuń